Po nakazie eksmisji w maju 2024 r. z przemocowego domu, w którym mieszkałyśmy 13 lat, zamieszkałyśmy z córkami w dwóch przyczepach holenderskich, na które wzięłyśmy ponad 100 tys. kredytu.
Ja przez 13 ciężkich lat pracowałam na gospodarstwie byłego męża – niestety w dniu wyjścia z domu, nie należało mi się nic, a w systemach figuruję jako osoba bez zdolności kredytowych. Jedna córka jest pielęgniarką w strońskiej przychodni, druga ma 12 lat, a jej całym światem są konie, o które zawzięcie walczyłyśmy od pierwszego dnia otrzymania pisma – musiała przeżyć z nimi bolesną rozłąkę.
W sierpniu już powolutku wychodziłyśmy na prostą – przez kilkanaście dni żyłyśmy bez prądu i wody (podłączenie licznika się mocno przedłużało). Kiedy myślałyśmy, że najgorsze już za nami, 15 września przyszła wielka fala, niszcząc wszystko co na swojej drodze. Straciłyśmy m. in. uzbierane materiały budowlane, ogrodzeniowe, ogród, sprzęty. Woda zniszczyła podłączenie kanalizacyjne, naruszyła studnię głębinową oraz dotkliwie zalała jedną z przyczep, która została przez nią dotkliwie zniszczona – nie nadaje się do zamieszkania, konstrukcja została mocno naruszona. Nic nie przerażało nas tak jak bezsilność i strach jak przeżyjemy dalej, a przecież nadchodziła już dużymi krokami zima…
Zniszczenia
Woda na naszej działce osiągnęła ponad metr wysokości, mimo, że do rzeki mamy naprawdę daleko i ciężko w to uwierzyć, patrząc na mapy. Zniszczyła konstrukcję mniejszej przyczepy, zalała w środku panele, meble i rzeczy, które znajdowały się w kanapach (sprzęt koński, do ogrodzeń, córki włóczki, narzędzia elektryczne). W ogrodzie zniszczyła wszystko, zabrała ze sobą kwiaty, drzewka, lampki, płot. Cudem ostała się skrzynka z prądem. Do dziś nie wierzymy, że mniejsza przyczepa nie odpłynęła, będąc w trakcie wielkiej fali w wodzie – jedynie opadła i przechyliła się, a stała tylko na fabrycznych nóżkach, podpartych o betonowe bloczki.
W związku z brakiem garażu córce odpłynęły również koła zimowe ze stalówkami, których nie udało się zabezpieczyć – kiedy przekopywaliśmy miedzę, aby woda się nie spiętrzała, nurt był już silny i niebezpieczny.
Potrzeby
Potrzebujemy pomocy w ogrodzeniu działki, która jest spora – 39×39 m, obecnie kombinujemy z czego się da, aby nasze psy miały przestrzeń do biegania. Potrzebujemy również małej lodówki, grzejników na podczerwień (pobierają najmniej prądu – wszystko mamy elektryczne), szafa, kanapa, fotele (wszystko w przyczepie jest zawilgotniałe mimo grzania i pojawia się pleśń), stołu, krzeseł (miałyśmy je na ogrodzie), okien trzyszybowych (fabryczne przepuszczają dużo zimna, co dotkliwie czujemy przy -10C), drzwi (podobnie jak okna, mamy a’la balkonowe, czyli fabryczne do przyczepy), szlifierka, wyrzynarka (te sprzęty zostały zalane), panele, farby do ścian. Jesteśmy bezsilne jeśli chodzi o ciepłą wodę – sprawy za każdym razem się komplikują, a nasz przepływowy ogrzewacz nie pozwala na ciepłą kąpiel dłuższą niż dwie minuty.





























